Link 07.01.2009 :: 21:40 Komentuj (17)

Największy błąd w prowadzeniu bloga, który popełniałem już nieraz, to kompulsywnie klecenie notki pod wpływem jakiejś wysoce wkurwiającej informacji. O takie nietrudno, więc staram się hamować, jednak tym razem, niestety, nie udało mi się. Chodzi o wdzięczny temat dopalaczy, który poruszałem już w Exklusivie, jednak wtedy przedstawiłem sprawę dyktowany hurraoptymizmem "pierwszego razu". Teraz zaś będzie gorzka i krótka refleksja, związana z przewidywanym końcem zabawy, który wydawał się oczywisty, i który również przepowiedziałem w w/w felietonie. Jednak to, co jest nieuchronne, jest smutne i wkurwiające podwójnie. Stąd wpis.


Jak to się często zdarza na łamach Wyborczej, miała miejsce lekka dezinformacja. Państwo Polskie, reprezentowane przez "głosujące zgodnie wszystkie kluby poselskie" ani sklepów z dopalaczami nie zamknie, ani nie zdelegalizuje większości sprzedawanego tam asortymentu. Chodzi jedynie o wpisanie na listę substancji nielegalnych aktywnego składnika części sprzedawanych tam piguł, czyli BZP (benzylopiparezyny). Jakiego to ma kopa, wie każdy, kto próbował Diablo XXX, chociaż moim skromnym zdaniem te nielegalne klepią lepiej, a i dzień następny nie przypomina tak bardzo "Milczenia" Bergmana, jak to ma miejsce czasami po dopalaczach. Ale to tylko konsumencka uwaga - akt ustawodawczy po pierwsze bezsensowny, bo po delegalizacji BZP w granicach UE narkotykowi designerzy moim zdaniem będą potrzebowali raptem dwóch miesięcy, aby sprokurować coś innego, co będzie klepać mocniej, lepiej, szybciej i trzeba będzie kolejnego roku, aby ustrojstwo zdelegalizować. I w koło Macieju, nie zapominając o tym, że w astortymencie dopalaczy znajduje się mnóstwo ziół i piguł, które BZP nie zawierają. Jeszcze raz, nie w tym rzecz.


Rzecz w tym, że uważam się za wolnościowca, również na płaszczyźnie gospodarczej - po prostu i po ludzku wierzę w wolność jednostki, w ramach schematu popyt-podaż także. Nie ma sensu tej myśli nawet rozwijać - jest równie oczywista, co rozsądna. Sytuacja, w której państwo zdejmuje z obywatela odpowiedzialność i bierze ją na siebie bez pytania rzeczonego obywatela o zdanie, jest dla mnie sytuacją wstrętną. Mydlenie oczu troską o zdrowie obywatela jest po prostu śmieszne - zarówno na legalnym, jak i na nielegalnym biznesie narkotykowym państwo nie jest w stanie położyć łapy w postaci akcyzy, którą oblepiło zupełnie legalne, a niewiele mniej groźne etanol i papierosy. Do tego, jak zauważył słusznie Czerski, mamy do czynienia z sytuacją, w której państwo poci się i napina większością dostępnych sobie instrumentów, aby zablokować zupełnie legalny biznes. Biznes, który mimo wszystko, na korzyść państwa działa - mnóstwo ludzi, których znam, przerzuciło się z nielegalnych narkotyków na legalne, zwiększając zarówno dochód państwa (podatki), zmniejszając wpływy nielegalnego rynku narkotykowego, w który państwo przynajmniej teoretycznie powinno celować, odciążając sądy zarówno biurokratycznie, jak i fizycznie (miejsca w więzieniach). Gdzie tu, kurwa, logika - chce zapytać po raz niewiadomo który obywatel państwa Polskiego, jednak odpowiedzi nie słychać. Kończę temat z refleksją - życie w państwie, w którym większość rzeczy dających dobrą zabawę jest nielegalna, to jedno; życie w państwie, w którym nielegalne jest prowadzenie własnego, nieupapranego w żadną ludzką krzywdę interesu, to drugie. Stay tuned.


{blogfrog}
Link 21.01.2009 :: 17:27 Komentuj (15)

Osoby, które do mnie piszą, podchodzą na imprezach bądź napominają w rozmowie, że chciały kupić moją książkę w Empiku ale nie było, stały się taką codziennością, że w pewnym momencie uświadomiłem sobie konieczność wystosowania jakiegoś apelu dla potencjalnych czytelników. Owszem, "Krzywdy" i "Radia" w Empikach praktycznie nie ma, przy okazji, to, jakie praktyki księgarskiego monopolisty do tego doprowadziły, jest niezłym tematem na jakiś duży interwencyjny reportaż. Ale nie ma co, fakt jest prosty -  książki nie ma, a z powodu dosyć dużego zamieszania z dystrybutorem (temat na następny interwencyjny reportaż dla, na przykład, "Naszego Księgarza") przez najbliższe dwa miesiące może ich nie być w Empikach w ogóle. Będą w mniejszych księgarniach, ale jeśli ktoś zapomniał że takie istnieją, albo nie chce mu się ich szukać w swoim mieście, proponuję najlepsze rozwiązanie, czyli zakup ich przez internetowy sklep Lampy. Na pewno tam są, na pewno listonosz przyniesie je wam do domku, i, co najważniejsze, są dużo tańsze - "Radio" o jakieś 13 złych. Więc się opłaca, i jeśli ktoś z waszych znajomych też by chciał, a nie wie jak, przekażcie mu tę wiadomość.


I uwierzcie mi, gdyby nie okoliczności, nie bawiłbym się w takiego sprzedającego własne wypociny domokrążcę. Stay tuned.


{blogfrog}
Link 28.01.2009 :: 16:22 Komentuj (34)


Nie czytałem, Miro nie dawał do czytania. Pilnował tego, jakby to był pakiet tajnych danych rodem z amerykańskiego filmu szpiegowskiego. Teraz się z tego cieszę, bo przeczytam sprawiedliwie, wydrukowane, złożone, z ISBN`em, jak należy. Siedemnasty luty.


{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com