|
Californication z Davidem Duchovnym w roli głównej to tak jakby najlepszy serial na świecie, ponieważ jest w nim wszystko - wóda, koks, cierpienie, piękne dupy, główny, kompletnie niedojrzały emocjonalnie bohater pisarz który nie jest w stanie napisać ani jednego nowego zdania, dialogi napisane przez samego diabła i generalnie coś, co sprawia, że czuję się oglądając go jak, nie przymierzając, moja babcia "Plebanię". Mam nadzieję że jeszcze jeden sezon - minimum - nadejdzie; życie Hanka Moody`ego momentami podoba mi się bardziej niż moje własne, chociażby dlatego, że David Duchovny jest ode mnie trzy razy starszy i dziwnym trafem ma trzy razy więcej włosów. Jest już siedem odcinków, uderzać w torrenty, raz. Jeśli chodzi o seriale, to warto też chyba napomnieć o "Ekipie", czyli praktycznie jedynej rzeczy, którą warto oglądać w polskiej telewizji ( tak, mówię to do was, wszyscy uzależnieni od TVN 24 hodowcy wodogłowia ). Co prawda chrystusowa postać premiera aż się prosi o strzał w ryja, a akcja rozgrywa się w zdecydowanie zbyt małej ilości pomieszczeń, ale za to mamy pierwsze dobre serialowe dialogi w polskiej telewizji od czasów "Zmienników" Barei, i świetne epizody, takie jak Marek Kalita w roli zafiksowanego ekonomisty czy Szyc, który po raz pierwszy zrobił dobre aktorstwo od czasu dresowego cwaniaczka w "Symetrii". Jak wszyscy wiedzą, zagrał naziola, więc scenarzystom powinno dać to do myślenia. W każdym razie "Ekipa" na tak chociaż na 45 minut odcinka przypada 90 minut reklam plus losowanie totolotka i zapowiedzi filmów do Bożego Narodzenia. Kończąc o telewizji i przechodząc do wódki, napisałem właśnie felieton o alkoholiźmie, ale prawdopodobnie będziecie mogli przeczytać go dopiero w listopadzie; aby nie uprzedzać faktów, piszę w nim, że alkoholizm jest OK. Bo rzeczywiście jest. Jestem posiadaczem cokolwiek delikatnych trzewi, więc dopiero przez ostatni rok wszedłem w stan, o którym marzyłem przez całe życie. Mianowicie, nie zatruwam się alkoholem; gdy odpadają problemy gastryczne, zapijanie się na śmierć okazuje się czystą rozkoszą. Zwłaszcza w Olsztynie, gdzie powietrze jest świeższe, a ludzie szczęśliwsi, chociaż zdarzają się tu zabójstwa pod sklepami monopolowymi. Pozdrawiam oczywiście wszystkich kamratów z Krakowa którzy, jak pokazuje jeden ukryty w sieci blog nie ustają w walce o lepsze jutro ojczyzny. Więcej refleksji o alkoholu dopiero w listopadzie, a dopiero w styczniu będziecie mieli okazję przeczytać całość mojej książki "Radio Armageddon", bo taką datę wydania ustaliłem z zasapanym wydawcą w zdecydowanie zbyt porannym telefonie. Czy pisałem już, że nowa płyta Liars powoduje migotanie komór kompresją i natężeniem czadu? Z Liarsami w słuchawkach jakiegoś przenośnego urządzenia na kradzioną muzykę można oddawać mocz w biały dzień w publicznych miejsach, strzelać do ludzi ze śrutu albo zjadać kartka po kartce kolorowe gazety w poczekalni do dentystki. cdn. Name: Komentarze: 17.01.2008 :: 07:19 :: 212.183.136.193 27.09.2007 :: 00:38 :: 81.168.138.108 |