|
Jestem najgorszym blogerem na świecie, przepraszam. W ramach wyjaśnień - ostatni miesiąc to dla mnie mocna lekcja z cierpliwości, korepetycje są intensywne, więc generalnie poświęcam się czekaniu. Jeśli ktoś tylko ma ochotę potrzymać kciuki - będę zobowiązany. Tymczasem szykuje się kolejna zmiana planszy, nadszedł już chyba czas na wyprowadzkę do babilonu, warsaw calling, ja odpowiadam. Powody są oczywiście merkantylne - wszystkie podmioty gospodarcze, które miałyby ochotę przelewać kwit na konto takiemu łachudrze jak ja znajdują się w Stolicy. Poza tym życie idzie cyklami, jak to śpiewał zespół Brygada Kryzys \'i`m a travelling stranger\', więc sześć lat w Krakowie to wystarczająco długo. Chociaż w ogóle najchętniej wyjechałbym na stałe gdzieś, gdzie ludzie nie mówią po polsku, mam nadzieję, że już za parę dni uda mi się wyjechać w takie miejsce na dwa miesiące. A tam, w dużo milszych okolicznościach przyrody, zacząć conajmniej dwa ważne projekty. Co do "Radia", nie sprzedaje się aż tak źle, abym ze wstydu musiał wyjechać na wieś porozumiewać się telepatycznie ze stonkami, ale oczywiście nie aż tak dobrze, abym mógł postawić mojej mamie wycieczkę na Wyspy Wielkanocne all inclusive. Minęły dwa miesiące od premiery, ja trochę okrzepłem, i tak samo jak było to z "Krzywdą", przestałem już trochę tę książkę lubić; jednak serdeczna dziena za wszystkie sygnały zachwytu, poparcia jak i wyrazy zawodu. Tak, "Radio" jest przegadane, bombastyczne, napuszone - ale wydaje mi się, że zdało egzamin jako projekt totalnej powieści młodzieżowej. Z chęcią jeszcze poczytam jeszcze parę polemik z tym stwierdzeniem - wystarczy użyć komentarzy bądź maila zamieszczonego pod zdaniem \'jeśli chcesz mi coś powiedzieć\'. Narazie tyle, będę pisał częściej, docelowo z Andaluzji, o ile od tamtejszych temperatur mój zdezelowany laptop HP nie zamieni się w Marmite. Żeby pisać częściej musi się, oczywiście, coś dziać; nie wiem, czy życiorys w którym najważniejszą rolę spełniają obecnie dwa byty (moja dziewczyna i godot, o którym nadal nie mogę pisać), jest takim, o którym można napisać, że coś się dzieje. Nie dzieje się nic, żar leje się z nieba, oglądam pornografię i "Six feet under", próbuję przebrnąć przez jakieś kupione ostatnio książki ale chrzęszczą mi po trzydziestu stronach, przegapiłem spotkanie z Michelem Houllebecq chociaż nie wiem, o co bym go zapytał, bo po francusku umiem powiedzieć tylko bonżur i pitę. Z powodu tego nie-dziania się, jak i wywołanej przez nie miłej izolacji, ominęły mnie tak doniosłe imprezy, jak Euro 2008. Tzn, polskiej reprezentacji nie oglądałem celowo, z zaparciem, z pełną wiarą w kompletną kompromitację i pod hasłem "jak już się wstydzić, to tylko za siebie". Chciałbym jednak nie przegapić jakiegoś meczu Holandii w ćwierć bądź półfinale. I bardzo chciałbym zagrać w "GTA IV", ale w życiu trzeba robić z siebie psa i wydzielać sobie ciasteczka za siad i aport. W sensie - nagrody w swoim czasie. Czytajcie "Radio", piszcie dalej, co i jak. Głosy są tak skrajne, że naprawdę jestem jeszcze ciekaw. Stay tuned.
Name: Komentarze: 07.07.2008 :: 17:28 :: 193.93.104.83 05.07.2008 :: 09:03 :: 80.54.108.56 02.07.2008 :: 12:13 :: 149.156.233.134 25.06.2008 :: 11:26 :: 80.53.135.100 23.06.2008 :: 08:34 :: 213.134.170.64 22.06.2008 :: 23:38 :: 216.110.98.87 22.06.2008 :: 21:50 :: 83.30.189.2 21.06.2008 :: 19:46 :: 83.8.92.254 21.06.2008 :: 19:41 :: 83.8.92.254 21.06.2008 :: 18:46 :: 195.150.233.10 21.06.2008 :: 08:12 :: 193.171.155.82 21.06.2008 :: 07:38 :: 68.198.34.141 20.06.2008 :: 22:21 :: 83.25.60.162 |