Link 03.03.2007 :: 16:51 Komentuj (9)

1) Z informacji i faktur wynika, że sprzedaż "Zrób mi jakąś krzywdę" rozlokowała się prawdopodobnie w okolicach 1,400 - 1,500 egz, więc, jak to śpiewał Ian Curtis - "Where are the young men"? Z drugiej strony jest to chyba dobry moment by podziękować wszystkim, którzy książkę kupili, przeczytali, zachwycili się nią bądź się na nią wykrzywili, ale jakoś na nią zareagowali i wysyłali mi np. maile. W cyrkulacji jest jeszcze do wyhaczenia kilkaset egzemplarzy, więc jeśli chcecie zrobić sobie i komuś przyjemność, blah blah blah... OK, na serio - jeśli ktoś ma jeszcze ochotę nabyć "Krzywdę", to w obiegu zostało około 300 - 400 sztuk, bo jednak pewien pakiet został rozesłany i rozdany, i piszę o tym dlatego, że ewentualny dodruk książki - ze zmienioną szatą graficzną i być może jakimś bonusem - będzie raczej zsynchronizowany z premierą mojej drugiej książki, która nastąpi najprawdopodobniej nie wcześniej niż w okolicach listopada 2007.

2) Nie rozumiem dlaczego wszyscy mówią, że "Flags of our fathers" to zły film, przede wszystkim eye-candy ujęć, mózgów i wystrzałów a w międzyczasie nawet sprawna historia. Dużo lepiej i tak niż w "Jarhead".

3)W bieżącej Machinie mój debiut w ramach czasopisma, czyli artykuł o tym że nośnik nie umiera, będzie więcej, bo systematycznie zalewam redakcję tekstami, zachęcam do lektury, w magazynie także inne kumplowskie debiuty - Adrian Chorębała robi wywiad z Vargą, Marek Fall który pisze na Relaz ma dużą recenzję Good and bad and the Queen, a do tego dobry artykuł o muzeum Karla Gotta. Stay tuned stay tuned.

4)Przepraszam, jeśli nie dołączam na czas do grona przyjaciół w Last.fm, generalnie jestem otwarty i dołączam wszystkich - to mój wewnętrzny Szatan każe mi was inwigilować i sprawdzać, czy jesteście w domach i akurat słuchacie Justina Timberlake`a.

5)A-ha, plus w Exklusivie mój tekst o Rahimie Blaku, który był jednym z większych dziennikarskich wyzwań jakie miałem z racji obranej przez Rahima taktyki działania; jeśli nie wiecie kto to Rahim Blak, to jest to facet, który na wykopaliska w Krakowie podrzucał wykute z cegły artefakty telefonów komórkowych, napisał przeciwko sobie artykuł do Naszego Dziennika i zrobił z tego wystawę, a w ogóle nie wiadomo czy naprawdę istnieje. No i w Lampie wywiad z Pihem, którego nieskromnie uważam za najbardziej angażującego uwagę rapera IV RP - dużo bardziej niebezpiecznego werbalnie niż jego antagonista, który potrafi się bawić jedynie we frajerski populizm.

6)Niedługo wracam do trochę intensywniejszego plucia i pisania na blogu, więc bądźcie czujni. Lagi wynikały m.in. z walki z materią UJ, tak, jestem jeszcze studentem i to jest rzecz która sprawia że czuję się ze sobą wyjątkowo niedobrze.

7)A-ha, i zastanawiam się dlaczego Marecki swój ostatni felieton konstruuje w połowie z mojego komentarza na Kumplach? Czy tylko ja tak nie lubiłem tego miejsca?

{blogfrog}
Link 07.03.2007 :: 17:16 Komentuj (27)

{blogfrog}
Link 13.03.2007 :: 15:31 Komentuj (13)




1) Znakomity PR-owy ruch Ligi
Polskich Zjebów - wysłać do programu Kuby Wojewódzkiego jedynego
członka partii, który nie wygląda jak ogarnięty psychozą maniakalno - depresyjną lokaj zrodziny Adamsów,
albo jedzący na śniadania paszę dla świń metanabolowy ćwierćmózg. Bosak sypie inteligentnymi puentami znad niedzielnego, babcinego rosołu, ma koszulę z Orsaya i w ogóle sprawia wrażenie równie sympatyczne jak ambicjonalny kolega ze studiów który każe ci płacić za kserowanie notatek. Mam nadzieję, że wszyscy których oblał ciepły, lekko pachnący amoniakiem urok osobisty tego przydupasa pamiętają, że za tą inteligentną fasadą kryją się postulaty pałowania gejów i zakaz przerywania ciąży nawet w wyniku gwałtu.

2) Skoro już o polityce - w nowej lampie będzie moja dosyć długa i
kwecista recenzja płyty Masala - "Obywatele IV świata". Mówiąc
szczerze, propozycja Duże Pe powoduje u mnie jeszcze więcej bólu pod kokpitem niż Bosak u Wojewódzkiego. Pe owszem, robi dobrą robotę krzycząc na Kaczyńskich, ale na tym dobra robota się kończy. To bardziej cwany gest a la rapowa piosenka o "pomarańczowej rewolucji", przez którą prześwituje mentalna śliskość. No i takie płyty to woda na młyn tych, którzy przyjdą później, gdy jak to powiedział Lechu, "trzeba będzie posprzątać" - ludzi tak samo głupich, tak samo złych, tylko bardziej medialnych i z córką w "Tańcu Z Gwiazdami". Więcej w nowej lampie, "obywatele czwartego świata".

3) Czasami oglądamy jakiś film i nagle coś nam błyska, jakiś cichy i wewnętrzny szept "to o mnie", w czasach gdy pozycję towarzyską wyznacza stopień sumblimacji szyderki ciężko się szczerze utożsamiać. Mimo wszystko, Half Nelson to kawał kina, złapałem dopiero teraz ale Ryan Gosling to mój człowiek. Ten facet jest dla 2007 roku tym, czym James Dean był dla 1955 - tworzy sobą ikonę, która wyraża większość targających nami dzisiaj podskórnych prądów. Brak zrealizowania. Czkawka po pokoleniu rodziców, które żyło "większymi celami". Niezdrowa kombinacja apatii i idealizmu. Duża skłonność do uzależnień. Renesans płyt winylowych. Idealnie dopasowane, chociaż lujowate ubrania. Silikonowe bransoletki na nadgarstkach. Koniecznie.

4) Bohaterowie uderzają na nowe fronty. Warren Ellis napisał powieść ( wystarczy, żeby miała tyle dobrych dialogów co komiksy ),  Douglas Coupland napisał film ( wystarczy, żeby było tyle dobrych dialogów co w powieściach ). Czekam z lekkim z drżeniem.

5) Codziennie niebezpiecznie wzrasta mi stężenie pokory, tym bardziej, że wyszły Tekstylia i notka o mnie jest tej samej długości co jakiegoś poety piszącego do Mamiko. Hi hi hi i`m just fucking with you. Tylko tak na marginesie - niezbyt przekonują mnie argumenty pana szefa Mareckiego o czytaniu młodej kultury jako jednego tekstu. Już niektórzy tak robią, i wychodzą potem różne kwiatki, jak to, że w ostatnich recenzjach książek nasza światła krytyka literacka używa zwrotu "młodzi pisarze" jako niebezpiecznie pejoratywnego terminu wskazującego na poważną indolencję w fachu, do którego w opozycji stawia się na przykład.... tu sobie wstaw którąś z ostatnich premier wydawniczych. Ale to temat na inną notkę.

6) Boski Roman, 'Krakk', to kurwa jego mać płyta roku! Stay tuned.







{blogfrog}
Link 16.03.2007 :: 02:36 Komentuj (19)

To już jest za dużo.

Mogą ganiać mnie jak zwierzę za palenie konopii, mogą robić cokolwiek, ale nie zabronią mi, dorosłemu człowiekowi, mężczyźnie, lat 23, świadomemu, zdrowemu seksualnie ( tj pozbawionemu na tym tle jakichkolwiek agresywnych skłonności ) oglądania pornoli. Tzn oczywiście mam piękną dziewczynę którą bardzo kocham i wcale nie mam potrzeby ładowania sobie codziennie Jenny Jameson w balecie z trzema kutasami i wężem ogrodowym. Ale to zamach na podstawowe ludzkie prawa. Nie wiem, gdzie Marian Piłka przeczytał, że pornografia upokarza ludzi. Z tego co wiem, aktorzy w filmach porno występują dobrowolnie i z wielką chęcią. I dostają za to pieniądze. Tego już za wiele. Chyba zostanę polskim Larry Flyntem, pojadę pod Sejm i ukrzyżuję się w rytualnym geście obrony podstawowego ludzkiego prawa, ściskając w ręku różaniec z kulek do stymulacji analnej zginę w imię prawa do oglądania pornosów, prawa niezbywalnego i wiecznego, w imię wszystkich świerszczyków, wytrysków, silikonowych cycków, orali i anali tego świata.
Przepraszam - swego czasu w Poznaniu na oczach całej Polski policjant zaciągnął za dready dziewczynę do suki, a Marian Piłka mu przyklaskiwał śliniąc się do kamery z równą podnietą, jakby oglądał nakręcony aparatem tajski gangbang. Napewno zrobiło ci się ślisko w spodniach, prawda, Marian? Ściskałeś nożyny, żeby coś nie wyleciało?
Ty pierdolony zbokolu. Świnio, jeśli istnieje życie pozagrobowe, spędzisz je w przyjemnej celi z dziesięcioma murzyńskimi hantlarzami.
Miarka się przebrała.
Kill em all.



gfx by zjebon

{blogfrog}
Link 21.03.2007 :: 20:00 Komentuj (5)



1 ) W kwietniu nowa książka Łukasza Orbitowskiego. Oj, spodziewam się. Przede wszystkim - znakomita okładka jak na horror, tu już plus, bo u nas większość książek wygląda jak pogrobowa zemsta jakieś wersji Corel Photopaint z 1995 roku. A wymagania spore, bo czekam na dużą, gęstą polską książkę, z dużą ilością chorych pomysłów, z mocnym węzłem w środku, taką książkę, do której się bez obciachu wchodzi i wdycha się świat, mając w dupie wiszące nad nią oznaczenia w stylu "literatura pop". A Orbitowski czuje nowoczesną grozę, czuje miejskość, bardzo umie pisać. W każdym razie czekam. Tytuł i okładka przylepiają.

2 ) Jeśli ktoś będzie akurat in da hood, to w bierzącą sobotę uczestniczę w następującym evencie : Komiks jako literatura
graficzna (Graphic Novel). Uczestnikami rozmowy będą: Szymon
Holcman (wyd. Kultura Gniewu), Witold Tkaczyk (wyd. Zin Zin), Timoff
(wyd. Timoff i cisi wspólnicy), Jakub Żulczyk (pisarz,
dziennikarz) - prowadzenie Mateusz Szlachtycz ('Magazyn Komix!' TVP
KULTURA) - godz.: 12.30, 24 Marca w klubie 'Plan B' (Warszawa, al.
Wyzwolenia 18, wejście od placu Zbawiciela)









{blogfrog}
Link 26.03.2007 :: 21:49 Komentuj (17)

1) Jak chyba wszyscy poszedłem do kina na '300'. Jak prawie wszyscy, czytałem przedtem komiks Franka Millera, ale z góry wiedziałem, że forma kompletna komiksowego 300, jego graficzna finezja i swoista asceza polegną w starciu z nagrzanymi na zrobienie widowiska totalnego autorami filmu. Swoją drogą Zack Snyder zrobił przedtem remake Romerowskiego "Świtu żywych trupów", z za-je-bi-stą czołówką w której leci "The man comes around" Johnny Casha, ale na czołówce i pierwszych 5 minutach się skończyło, jak pamiętam. W '300' jest jednak trochę lepiej. Generalnie,  poszedłem na ten film z pełną świadomością, że przy okazji rozboli mnie brzuch od KFC, cały się usmaruję masłem od popcornu, że wokół będzie boleśnie kolorowo, generalnie Galeria Kazimierz i tym podobne atrakcje. Nie oczekiwałem Bergmana, ale infantylizacja dialogowa owszem, posunięta zbyt daleko. Jak napisał bardzo trafnie kolega Balawender w swojej recenzji, to, co w swojej lakoniczności sprawdza się w komiksie i nie zasłania kadru, w języku filmu trochę przeszkadza. Chociaż, co z tego. '300' to tak naprawdę czysty fun, esencjonalna idea pójścia do kina dla radochy, a prawidłowe i najbardziej zrozumiałe reakcje świetnie opisuje Neal Stephenson w swoim artykule dla New York Times. I nie tylko reakcje - kapitalnie udowadnia, że politycznego drugiego dna w 300 nie ma co szukać. Bo to, że ten drań Frank Miller popiera interwencję w Iraku, to inna kwestia.

2) Dałem już swój upust temu chyba w dwóch recenzjach, ale Na Szybko Spisane to arcydzieło, bez dwóch zdań - polski komiks dziesięciolecia, rzecz pokoleniowa, rzecz o nas, rzecz pokazująca mapę, po której biegamy wszyscy - z reguły się w niej gubiąc, ale hej, jakie czasy, taka orientacja. Biegiem kupować, mieć, czytać, ja przeczytałem już chyba dziewięć razy, brecha za każdym razem taka sama, łezka też.

3) A propos komiksów, to oczywiście dziękuję Szymonowi, Timofowi, Mateuszowi, Arkowi i Mykowi za wielce budującą i kreatywną dyskusję w Warszawie, panowie, trzeba dotować.

4) Z aktualnych playlist to The Field, zastanawiam się, dlaczego wiele osób jest tak upośledzonych na gatunek techno, jak to napisali pięknie na Pitchfork, w chwili, gdy większość współczesnej muzyki pop da się sprowadzić do polifonu bez większych strat dla całości, współczesne progresywne techno to jeden z niewielu gatunków w których mamy wyczucie harmonii, dynamiki, aranżacji i konstrukcji. Dla nieobeznanych - oczywiście, nie chodzi mi tu o ekstazową stodołę a la DJ Tiesto. The Field, "From here we go sublime", dzisiaj we wszystkich portalach ocena maksymalna i u Żulczyka również, takie dreszcze w tej działce ostatnio miałem chyba przy słynnej setce Tresora Scion 'Arrange and process'. No i oczywiście nowy El-P , ale tu już się uzewnętrzniałem na Relazie, pomnik paranoi, tekstowa magma nie do przeniknięcia, ale jak się wejdzie, są potem koszmary. I teledysk, kurwa jego mać, teledysk.

5) A z czytania ostatnio rewizyty u Gibsona i Millera Henrye`go nie Franka, u pierwszego jak zwykle scenografia zaraża głowę, noże robione na palnikach gazowych z rękojeściami z fragmentów płyt głównych i dojo konstruującego perfekcyjne origami mistrza zen w kartonie ustawionym gdzieś w centrum handlowym. U drugiego bomby w ryj, i w ryj, i w ryj, ten nihilizm, ten uśmiech, ta wolność, dlaczego teraz tacy ludzie już niestety nie żyją.

6) No i wiosna, przede wszystkim jest wiosna. Stay tuned.

{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com